Polcon 2009 - relacja cz.1


Etykiety:

4

No dobra, czas zabrać się za relację z Polconu. W cholerę mi się nie chciało, ale kurcze – miło mi, że jesteście, a co więcej że czasem chce Wam się mnie poczytać. Znaczy to najpewniej, iż piszę przynajmniej komunikatywnie, czyli tak że po prostu wiecie co jest grane, nie pieprzę farmazonów. No, może czasem… Najpierw pytała zdaje się Kitsune - Jak było na Polconie? A ja na to, że napiszę w mini-relacji na moim blogu. Dosłownie dzień po niej Guma, mówi że czeka na wpis na blogu. Noo – myślę - już dwie osoby chcą mnie czytać, szalona liczba, czas zabrać się do pracy. Kolejnego dnia Wałcz mnie zabił – „Wchodzę na bloga, a relacji nie ma i nie ma…” Ja na to – Stary, ale przecież byłeś ze mną na Polconie, więc po co Ci relacja? – A, bo ciekawi mnie co napiszesz, bla, bla, bla. Kurcze, czuję się zaszczycony i klepię w klawiaturę.

Polcon zaczął się dla nas mniej-więcej w czwartkowe „samo południe”. Spotkaliśmy (ja i Wałcz) na Głównym Sir Jedi i Shane. Po paru integracyjnych fajkach nadjechał skład kartonów na kółkach, w Poldonie szumnie zwany pociągiem. Ktoś tam otworzył drzwi od wagonu (w końcu pospieszny), jak pewno wiecie gdyby nie to nie odjechałbym bo jak na razie nie opanowałem niełatwej sztuki otwierania drzwi od wagonu. Zresztą nie tylko ja, a cała nasza wesoła ekipa. W pociągu siedzieliśmy w przedziale z jakimś rozjechanym na krześle bucem, który wyglądał jakby miał zaraz teleportować się do Bazy Dowodzenia. Nie przeszkadzało nam to w skomponowaniu zasad do „Palce w Pralce: Travel Edition”. Klaskaliśmy sobie w „Palce w Pralce” bez kart, czyli czysty hardcore, ale jak na planszowych prosów przystało nie stanowiło to dla nas większego problemu. Klaskaliśmy, a koleś w momentach kiedy uchylał oczy wracające z krainy snów sprawiał wrażenie żądnego krwi, więc dosyć szybko skończyliśmy zabawę nie mając ochoty na Neuroshimę Hex: Duel, bez słowa „Neuroshima Hex”. Po skończonej partii poszliśmy do pociągowego kibla i spaliliśmy sobie faje, co z kolei sprawiło, że poczułem się niemal jak Eldo. Fajnie się pali w pociągu, trzeba to będzie kiedyś powtórzyć. W dalszej drodze porozmawialiśmy sporo o literaturze, a Wałcz wyglądał jak po obżarciu na SZPAKu, pomimo tego, że nic nie jadł. Ciul go wie, dlaczego tak wyglądał. Porozmawialiśmy o jakości książek wydawanych przez Fabrykę Słów, o tym, że Orbitowski zajebistym pisarzem jest i o tym, że TDFy równie zajebistym konwentem są. Po tych dywagacjach zaczął nam się ukazywać dworzec „Łódź Kaliska”, gdzie czekał na nas Mrozu, autor kawałka „Miliony monet”. Buahahaa. Taki, żart ;). Mrozu nie ma nic wspólnego z Mrozem z TV. Jest po prostu spoko kolesiem, fandomowo pisząc : Enklawa Magii Soldierem. Udaliśmy się w stronę tramwaju, kupiliśmy śmieszne bilety liczone na minuty i dojechaliśmy na Kon bez większych kłopotów, no może poza tym, iż Jedi prawie został przejechany przez tramwaj z powodu swojej dziwnej mani chodzenia po torach, z którą zapoznałem się już podczas Pierniconu ;).

CDN

4 Response to "Polcon 2009 - relacja cz.1"

  1. No w końcu. Szkoda, że na dobrą sprawę nic nie napisałeś konkretnego :P

    Anonimowy says:

    moar

    Sir Jedi says:

    Wielkie Dzięki za podroż oraz "Palce w pralce" Hard Edition. P.S. Wiesz już jak otwierać drzwi? ;D ;)

    Anonimowy says:

    Ja wiem, czemu Wałcz tak wyglądał. Tak mu się zrobiło, kiedy czytał z mojej książki o Lovecrafcie... i potem już tak zostało xD