Ostatnie wino samotnych


Etykiety: , , , , ,

0

Co jakiś czas przychodzi taki dzień, kiedy noc się nie kończy. Przebywasz caluchną noc z kobietą, na którą nie masz szans, choć jesteście dziwnie blisko. Rozmawiacie, ona spogląda na ciebie takim wzrokiem, który choć podejrzanie niebezpieczny i głęboki, jest piękny jak świt w mroźny dzień. Tańczycie, jesteście bardzo blisko, alkohol w niej i w tobie dodatkowo dodaje magii całej sytuacji. Wspomnienia wracają, czas, którego nie da się już cofnąć, a ma się wrażenie, że nigdy już nie będzie tak samo. Kiedy jednak w końcu okazuje się, że nawet niekończące się noce dobiegają końca, kiedy w knajpie widzisz ludzi, którzy pomimo zakazu palenia odpalają papierosa i to filtrem nie w tę stronę, kiedy widzisz człowieka-pająka z rękoma dłuższymi od tułowia zginającymi się dziwacznie od nadmiaru alkoholu... Odchodzisz, przytulając się po raz ostatni, dotykając delikatnie drugiej głowy, krzyżując wzrok po raz ostatni na długi okres czasu (a może i na zawsze?) czując jakąś ogromną pustkę. Po powrocie do domu, choć niemal świta nie możesz zasnąć. Cały kolejny dzień robisz coś bezsensownie, próbujesz się zająć, ale na niczym nie możesz się skupić, a w tle cicho leci Michał Bajor...

Raport z wolnej chaty (ferie zimowe 2014)


Etykiety:

1

  • Dzień #1 (Piątek 31.01.2014)
Rano bez rewelacji. Po południu tradycyjnie, jak to w piątki - Planszowanie. Pograłem w Blue Moon City, 2 x w Hanabi i w Auf Achse das Kartenspiel przyniesione przez Mikołaja. To ostatnie to całkiem sympatyczna gra pasjansowa z elementem blefu. Lubię pasjanse. Hanabi jak zawsze rewelacyjne. To jest już mój prywatny klasyk. Blue Moon odświeżyłem sobie po bardzo długim okresie czasu, sympatyczne ale nie porwało mnie jakoś szczególnie. Po powrocie z klubu 37,5'C gorączki i ból gardła, który towarzyszy mi już niemal od początku stycznia. Obawiam się czy choroba nie zepsuje mi urlopu...

  • Dzień #2 (Sobota 01.02.2014)
Miałem iść na WTF, ale żeby nie kusić złego (przeziębienia) nie poszedłem. Zamiast tego nagrałem pierwszą zwrotkę nowego kawałka, jako że z gardłem jest nieco lepiej (będzie przewózka #swag), poczytałem Kosmiczny Szpital White'a, który niespecjalnie mi leży, ale doczytać do końca trzeba. Wieczorem browarki (jak co dzień gdy jestem sam w domu #alkoholizm) oraz filmy: Taxi 2 i Wymyk. Oba ok.

  • Dzień #3 (Niedziela 02.02.2014)
Ból gardła powrócił ze zdwojoną mocą. Płukanie nie pomaga #tracimygo ;). W związku z powyższym bez szaleństw. Niemal cały dzień spędzony z youtube i słuchaniem rapu najróżniejszego. No i dalsza lektura książki. Ponadto powoli zabrałem się za komponowanie listy gier na przyjazd Gumy.  Nie pisałem o tym jeszcze, ale już we wtorek przyjeżdża Guma. Joł!


  • Dzień #4 (Poniedziałek 03.02.2014)
Skończył się MatHandel #17, czyli ogólnopolska akcja wymiany gier planszowych. Stosunek wymian tym razem okazał się być bardzo korzystny dla mnie (wymieniłem 4/7 gier). Pozbyłem się słabych gier, a wymieniłem się chyba na nienajgorsze. Idą do mnie Pantheon, Eketorp, Summer Time i Caravelas. Zdrowotnie nadal kicha. Gardło boli mniej za to zaczęło kłuć mnie serce, a z tym nie ma żartów. Jutro wizyta u lekarza. Powoli tracę nadzieje na udany melanż z Gumą :(.


  • Dzień #5 (Wtorek 04.02.2014)

Wtorek zaczął się zupełnie nieciekawie. Wizyta u lekarza, problemy z sercem, wycieczka do przychodni na badanie EKG i do szpitala na pobranie krwi. Szczęśliwie większych nieprawidłowości nie stwierdzono poza podwyższonym ciśnieniem i lekko przyspieszoną akcją serca. Tak czy siak czas do południa miałem całkowicie zagospodarowany i to w niezbyt ciekawy sposób. Około 13.00 przyjechał jednak Guma i można było oddać się rozrywce. Nagraliśmy nowy kawałek i pograliśmy nieco w planszówki. Przetestowaliśmy nowość autora Halli Galli, grę Speed Cups, która okazała się być fajną imprezówką. Ponadto zagraliśmy bodaj dwie partie w Summoner Wars, a także jedną w Gold Nuggets - losową kościankę Reinera Knizi. Wieczorem sporo piwa było pite :).

  • Dzień #6 (Środa 05.02.2014)
Te gry obgraliśmy podczas przyjazdu Gumy
Jacek
Dosyć zmęczeni, gdyż stosunkowo długo zabawiliśmy dzień wcześniej, postanowiliśmy jednak nie zamulać i zacząć dzień ostrym akcentem planszówkowym - partią gry Egizia. Sromotnie przegrałem, ni cholery nie umiem w to grać. W ciągu dnia, a także na wieczornej imprezie, na którą wpadł także Miłek (który poleciał potem na gimbazę ;)), pograliśmy sporo w planszówki, jednak głównie w lżejsze tytuły. Szczegóły dotyczące tego w co graliśmy na zdjęciu. Wieczorem do grania piliśmy Jacka Danielsa z colą. Bodaj dopiero trzeci raz w życiu miałem taką okazję. Całkiem fajnie smakuje. Do tego był rap, były alkoduchy, oglądanie openingów ze starych bajek i parodii misia uszatka. Takie tam pijackie rozrywki :).
Guma rozkminia w Duchy
Klasyczna już gra na nasiadówach w moim gronie: Kościane Fasolki
  • Dzień #7 (Czwartek 06.02.2014)


Krajobraz po melanżu. Spaaaać, porządki, Spppaaać, porządki. Guma pojechał, Miłek się ogarnął. Skończyłem Kosmiczny Szpital, książka marna straszliwie. Na szczęście przyszła paczka z wystrzałowej promocji wydawnictwa Znak, w której wyhaczyłem 18 książek za 100 zł #thatsadeal. Czwartek zdecydowanie leniwy. Jutro szykuje się melanż na mieście i Planszowanie. Jutro też, można powiedzieć, koniec urlopu, gdyż Sobota (niby właściwy ostatni dzień) przeznaczona będzie na porządki i odsypianie planowanego jutrzejszego turbomelanżu.
video