Kaszel


Etykiety:

3

JEBUUUT! Cóż to za hałas? Wybuch z armaty, trzask zawalającego się budynku, tudzież wiatry po za dużej ilości wchłoniętej czerwonej kapusty, którą nota bene miałem wczoraj jako dodatek do obiadu? Nic z tych rzeczy. To mój kaszel. Pierdolony, dudniący jak zraniony smok, najzwyklejszy kaszel. Najzwyklejszy? A gówno prawda, nic w nim nie jest zwykłego. Częstotliwość co dwie minuty. Początkowo zaczynam czuć się jak rybka na słonecznym brzegu, wytrzymuję sekundę i… Pierdut!!! Z mocą taką jakbym chciał usunąć aliena z organizmu. Dziś nieprzespałem nocy, chodzę jak widmo. Za niecałe dwie godziny angielski, czuję że będę w centrum uwagi. I tak jak czasami chcę być w centrum uwagi, tak tym razem nie bardzo. Jak zainfekowany okaz w zoo będę tubalnie napieprzał zaburzając błogą ciszę i przewijającą się gdzieś w tle mantrę prowadzącej zajęcia. A wieczorem błoga nebulizacja*, która prawdopodobnie po jednej, maksymalnie dwóch sesjach znów przywróci mnie to życia. A na to właśnie czekam. Bo BallCon i koncert Eldo zbliżają się. Oby mi przeszło. Bo rybki na konwenty nie chodzą (płyną?), na koncerty tym bardziej…
*Poniżej słów parę o nebulizacji. Niemal identyczny sprzęt mam w domu

3 Response to "Kaszel"

  1. Biedactwo :) Trzymaj się ciepło :D

    M@rcin says:

    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia ;)

    Tak to jest, jak się ustawi ręczną akceptację komentarzy. Publikacja po niemal tygodniu od wpisania... Dziękuję bardzo!!