O padaniu na pysk


Etykiety:

2

Zaniedbałem ostatnio bloga na rzecz, radosnego BLIPowania, które strasznie mnie pochłania i równie strasznie się podoba. No to jedziemy. Ukazały się Pnącza, które wywołały straszliwą burzę na Games Fanatic, liczba komentarzy pod artykułem Nataniela na ich temat wzrosła już niemal do 250. Sporo z nich to typowe posty bez sensu, ale jednak liczba robi wrażenie. Zainteresowaniem niemal przebiłem (przy ogromnej pomocy Mar_cusa) trzewikowego Strongolda, heh ;). Z rzeczy dalszych ostatnio odkryłem jak bardzo czynność przemierzania drogi na angielski na Gagarina przypomina mi funkcjonowanie górników, czy pracowników pracujących w tzw. trybie shiftwork, że tak napiszę ;). Autobus nr 15 zawalony jest ludźmi tak, jakby co najmniej koniec świata się zbliżał i to wcale nie w 2012 jak dzielni Majowie przepowiedzieli, tylko już teraz, choćby zaraz. Brakuje tylko hord zgłodniałych psów biegających na ulicach. W końcu autobus doczłapuje się przed Aulę, by tam odetchnąć z ulga wypuszczając ludzki balast przednimi, tylnymi i środkowymi drzwiami. Studenci (bo głównie nimi wypchany jest autobus) pędzą ze spuszczonymi głowami niczym Frodo z pierścieniem w stronę Mordoru uczelni. Tam dostają tęgie baty od orków-wykładowców (tak jak choćby kilkanaście dwój na jednym z ostatnich angielskich w naszej grupie, mnie szczęśliwie akurat nie było). Następnie wracają zmordowani do domu by wypisywać na swoich blogaskach, takie głupoty jak ja piszę teraz ;), by na nowo od następnego dnia powtórzyć schemat. Nie jest łatwo. Na szczęście życie umilają tak dobre książki jak „Dom na Wyrębach” Stefana Dardy. Książka przeszła niemal bez echa, co jest moim zdaniem sporym niedopatrzeniem. Klimatem przypominała mi dzieła mojego ulubionego Orbita, który już niebawem zjawi się na TDFach. No właśnie – TDFy. Dzieje się dużo i chyba pozytywnie, choć powoli zaczynam być zmęczony i mieć dosyć robienia konwentu. Nie martwcie się mam tak co roku ;). Za jakieś dwa tygodnie powinienem dostać depresji, z powodu obawy czy wszystko się uda. A za miesiąc okaże się, że wszystko się udało z Waszą pomocą, a ja będę padał na pysk ze zmęczenia. Bo czasem warto paść na pysk.

2 Response to "O padaniu na pysk"

  1. BlogaSSek Ci się rozjechał. :P:P

    Heh, nie ma to jak merytoryczny komentarz :). Ale faktycznie się rozjechał, teraz już powinno być nieco lepiej. Fajno, że zaglądasz :)